Klaskanie i tupanie – dwa niewerbalne zachowania wyrażają skrajne emocje masowej krytyki. Towarzyszą wszystkim formom aktywności kulturowej, zwłaszcza tej o performatywnym charakterze, w życiu codziennym lub w teatrze. Czy to nie znamienne, że aprobata i bunt – w afekcie, emocjonalnym geście lub zrytualizowanym działaniu – skutkują miarowym uderzaniem: dłonią w dłoń, stopą w podłoże, częścią ciała w obiekt, a każda staje się niemelodycznym instrumentem? Reakcja opiera się zatem na tych samych pierwotnych regułach, które leżą u podstaw sztuki: repetycji, alternacji, gradacji – po prostu rytmie. Dźwięk powstały z ciosu zwierał wojsko w równym marszu (również uderzeniu), napędzał zwierzynę podczas polowania (jak wyżej), wprowadzał w trans osoby uczestniczące w wypełnionych orgią (…) Dionizjach. Na scenę przenosił wszystkie te okoliczności, imitował deszcz lub burzę, ale różne akustyczne doznania miały określony cel: wywoływać skojarzenia wizualne, prowokować wyobraźnię plastyczną. Już wtedy perkusja i tupot chórzystów wykonujących w unisonie znormalizowane układy mobilizowały nogi publiczności, która w identyczny sposób okazywała zarówno zadowolenie jak i jego brak.

Bęben to dla antycznych Greków tympanon (τύμπανον), tak samo nazwali trójkątną membranę muru wypełniającą naczółek świątyni. Jej rytmicznie rozstawione kolumny składały się z prefabrykowanych kamiennych „bębnów” tak, że konstrukcja architektoniczna nabierała muzycznej harmonii wypełniającej zresztą cały świat. Dostrzegli to moderniści: William Butler Yeats, Paul Claudel, Émile Jaques-Dalcroze, Adolphe Appia, a także Le Corbusier, który podziwiał pracę dwóch ostatnich w Teatrze Festiwalowym pod Dreznem, odwiedzając swojego brata – studenta rytmiki. Chwilę później, podjąwszy „podróż na Wschód”, oniemiał na widok ruin Partenonu. Jako purysta ujrzał w nich nie, jak nowożytni, zbiór ornamentów, lecz abstrakcyjne prawa ładu i typizacji – bardziej apollińskie niż dionizyjskie: „Rytm to stan równowagi oparty na prostych bądź złożonych symetriach albo na zręcznych kompensacjach”. Jednak współcześni ekspresjoniści zafascynowali się tą ciemniejszą stroną ludzkiej natury. Ich przewodniczkami zostały szalone menady, bachantki rozszarpujące w szale świątecznego uniesienia dzikie i domowe zwierzęta.

Wystawa Każdy zna psa, zainspirowana dziecięcą relacją o tragicznym zderzeniu żywej istoty z pojazdem, inscenizuje – uplastycznia i udźwiękawia – ciosy codzienności oraz czasu świętowania. Od postbachanalicznej weduty Przemysława Czepurki i makabrycznej szopki Jana Płatka, przez bezkrwawe łowy Ireny Kalickiej i czarny zwierzęcy karnawał Jana Baszaka, po akustyczne rzeźby Albrechta Ferscha i pozbawioną ciała aktora maskę dramatyczną Mikołaja Małka: „Muzyka istnieje, jeśli jest rytm, tak jak życie istnieje, jeśli jest puls” (Igor Strawiński), lecz „Święto [wiosny] jest życiem kamieni i drzew. Nie ma w nim istot ludzkich” (Wacław Niżyński).

Szymon Piotr Kubiak

 

19 grudnia 2025
godz.18
wernisaż wystawy Każdy zna psa

 

Osoby artystyczne:

Jan Baszak, Przemek Czepurko, Mikołaj Małek, Albrecht Fersch, Irena Kalicka, Jan Płatek

 

Kuratorka:

Anna Maria Karczmarska

Tekst kuratorski:

Szymon Piotr Kubiak

Opieka i oprowadzanie:

Tosia Pilinow

 
Wystawa o śmierci, pamięci i utracie, wychodząca od dziecięcego rysunku i krótkiego reportażu z lat 80, napisanego przez dziewięcioletnie dziecko o porzuconym psie, który wpadł pod samochód. Punkt wyjścia – prosty, szczery zapis traumatycznego zdarzenia – staje się pretekstem do szerszej refleksji nad emocjonalnym zapisem, wspomnieniem i utraconym obrazem. Ekspozycja ma charakter interdyscyplinarny: obejmuje malarstwo, rysunek, fotografię, rzeźbę, obiekt, makietę oraz performans muzyczny.

 

Widok wystawy: