Zazwyczaj zaczynamy teksty od pytania o słowo klucz i teraz też tak zacznę. Czym są kości? Kości zmarłych, gra w kości, kością w gardle, kość, ość, pozostałość, nic a jednak uwiera, nie pozwala zapomnieć. Ta wystawa to obrazy i obiekty Mikołaja Małka, obiekty/rzeźby Oskara Dawickiego i mówienie/chodzenie tekstu Stanisława Lema „Maska” Macieja Pesty. Tekst zaczyna się, grzęźnie, brnie, zatacza koła, nie może się skończyć. Obrazy i obiekty choć nieruchome, zdają się być obwiązywane, poruszane przez mówiony/chodzony tekst.

Śmierć choć wydaje się być zawsze punktem, cięciem i końcem, nie chce puścić i owłada żywych. Nie można opędzić się od śmierci kiedy choć raz się pojawi. Żyje i nie żyje jednocześnie. Jest i nie jest jednocześnie.

Na kilku obrazach Mikołaja Małka ręka trzyma próbówkę, ale ręka jest odcięta, a w próbówce ugrzązł zegarek. Stoi, wisi. Odcięta dłoń trzyma. Czas stoi. Nagromadzenie paradoksów. To pomieszanie, które wprowadza w porządek śmierć. Twarze noszą na sobie inne twarze. Ciało leży i jest ćwiartowane.

Obiekt Oskara Dawickiego „Kratka” wisiał już kiedyś w o/b/cym, na pustej nie-wystawie „Pokaz ujemny”. Wtedy jako moment graniczny zaznaczał nic które było w środku, albo podkreślał tym bardziej obecność/uwięzienie widzów, bo to co było wystawą, znajdowało się poza granicami pomieszczenia. Kratka i lalka (alter ego autora) siedząca na parapecie na zewnątrz pomieszczenia. Teraz „Kratka” jako jeden z obrazów przekuwa płaską powierzchnię i zaburza linearne opowiadanie. „Piszczałka” to obiekt zbudowany z kości zwierzęcia i nawierconych w niej złotych śrub. Instrument leży w futerale/negatywie kształtu. Nie gra, czeka, pozostaje. Pulsująca „Kratka” to rzeźba kinetyczna, która teraz zawieszona wśród obrazów, sama staje się obrazem albo negatywem obrazu, teleportem do tego co głębiej albo tego co tam. Sięga pod podszewkę, nicuje.

Pragniemy myśleć, że śmierć nie jest końcem i to pragnienie zdaje się być immanentną cechą człowieka. Człowiek opowiada historie, żeby przekuć śmierć. Człowiek wygrzebuje kości, żeby czuć ciągłość, żeby przekuć nic, żeby znaleźć powód.

Wystawa „Kości” jak zbiór ołtarzyków i muzeum osobliwości, nagromadzenie pamiątek, odcisków, fragmentów, pozostałości.

Na dwóch obrazach Mikołaja Małka ręce rzeźbią głowę. Wydobywają ją z gliny. Widzimy, że głowa jest głową czarnoskórej osoby, chociaż kolory farby niekoniecznie na to wskazują. Czy akt wydobywania, albo zachowywania może być jednocześnie aktem przemocy. Ręce stwarzają ale jednocześnie narzucają porządek. Porządek kolonialny jest jednak porządkiem przemocowym.

Test Lema w akcie chodzenia/mówienia. Maciej Pesta mówi fragment tekstu „Maska”. To tekst o osobie niezidentyfikowanej płciowo, w trakcie stawania się albo nierozpoznawania siebie. Tekst ma celowo archaiczny język. Odnosi się do tekstów stworzenia. Jest mityczny, oniryczny a jednocześnie futurystyczny. Jakby cyber osoba wylądowała nagle w porządku osiemnastego wieku. To tekst walka. Postać staje się i jest stawana. Widzi się i jest patrzona. Podporządkowana fatalnemu biegowi rzeczy jednocześnie pełna uczuć i sensualnie tkliwa.

W pomieszczeniu, w którym odbywa się wystawa jedne z drzwi zostały przesłonięte szarym papierem, w którym został wycięty nieregularny otwór. Przez otwór widzimy mieszkanie. O/b/c/y to miejsce wydzielone z przestrzeni domu, miejsce na inny czas. Pomieszczenia spotykają się ale nie mieszają. Różne czasy i różne porządki. Ten sam mebel przeniesiony z przestrzeni domu przestaje być krzesłem i stołem. Rzecz i to co na rzeczy.

 

Exhibition view: